| Wiadomości |
| Biznes i Praca |
| Finanse |
| Nieruchomości |
| Sport |
| Turystyka |
| Edukacja |
| Zdrowie |
| Motoryzacja |
| ----- |
| Konkursy |
| ----- |
| Pogoda w UK |
| Waluty - kursy NBP |
| Ludzie na sprzedaż, czyli wstrząsające historie Polaków w Wielkiej Brytanii |
| wtorek, 08 maja 2012 11:52 |
W ubiegłym roku, brytyjskie sądy skazały ponad 2 tysiące osób za handel 'żywym towarem'. Proceder to stary, jak świat i ciągle bardzo zyskowny, zwłaszcza wtedy, gdy owym 'towarem' są młode, atrakcyjne kobiety, a nierzadko nieletnie dziewczęta...
Zobacz także:
Handlarze ludźmi, koncentrują się na osobach słabo wykształconych i nieznających żadnych języków obcych, stąd nie dziwota, że takie ofiary nie potrafią dotrzeć do osób czy organizacji, które mogłyby wybawić ich z opresji. Kolejnym czynnikiem uniemożliwiającym ucieczkę, jest strach. Ofiary „przewoźników” boją się represji, zemsty przestępców w razie nieudanej próby ucieczki. Boją się również władz imigracyjnych, bowiem przebywają przecież na terenie Unii Europejskiej nielegalnie, a ewentualna deportacja do kraju pochodzenia zamieniłaby tylko jedno nieszczęście na inne. Według danych Europolu, ponad 90 procent prostytutek w Niemczech, Austrii i Holandii, czyli w krajach, gdzie kupczenie ciałem jest legalne, pochodzi z zagranicy. Zarówno z tych biedniejszych krajów UE i byłych republik radzieckich, ale także z Azji i Afryki. Plaga ta, nie ominęła również Polski. Przedmiotem handlu są zazwyczaj dziewczyny między 16 a 20 rokiem życia, z wykształceniem podstawowym, bezrobotne, o niskim statusie materialnym. Z danych organizacji społecznych, zajmujących się tym problemem wynika, że „wartość handlowa” takich dziewczyn, zamyka się w kwotach 300-350 euro. W ubiegłym roku, w Polsce zaginęło około 17 tysięcy osób. Część z nich, szczególnie kobiety, mogła stać się ofiarą handlu ludźmi. Trudno jest mówić o dokładnej skali tego zjawiska. Gangi handlujące ludźmi są bardzo hermetyczne i trudne do rozpracowania, ich ofiary, boją się mówić o swojej tragedii, a wyplątanie się z mafijnej układanki często bywa niemożliwe. Także według Europolu, w Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich pięciu lat, o handel ludźmi oskarżono ponad 2 tysiące osób, a w Polsce, w tym samym czasie około tysiąca. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że istnieje tzw. ciemna liczba, która może być kilkakrotnie wyższa. Handel ludźmi niekoniecznie musi mieć charakter zorganizowany, tzn. nie jest wyłącznie domeną gangów. Zdarza się, że rodzice najczęściej z powodów materialnych pozbywają się swoich córek. Jedni czynią to z biedy, inni z egoizmu, fałszywie pojętego prestiżu, czystego wyrachowania. Tak było w przypadku Beaty Korabiowskiej, znanej polskiej artystki, malarki i pisarki, mieszkającej od kilkunastu lat w Londynie. Znalazła się ona w Anglii, wbrew własnej woli, wskutek - jak mówi - przerostu ambicji własnej matki, która chciała mieć córkę w brytyjskiej stolicy i do tego, żeby jeszcze na nią pracowała. Zanim Beata trafiła na Wyspy, była dobrze zapowiadającą się studentką pedagogiki specjalnej, młodą, atrakcyjną dziewczyną, która latach 80. została wicemiss Lublina. W 1986 roku, matka zmusiła ją do wspólnego, wakacyjnego wyjazdu na Wyspy Brytyjskie. Kobiety miały odwiedzić babcię mieszkającą w Sutton... - Byłam wychowywana w sposób bardzo restrykcyjny, więc nie przyszło mi do głowy sprzeciwiać się matce, choć bardzo nie chciałam opuszczać Polski - mówi Beata Korabiowska. - Nie przypuszczałam wówczas, że te wakacje potrwają do dzisiaj, że zostanę sprzedana przez własną matkę, upokorzona, zgwałcona - dodaje kobieta, której trauma trwa do dzisiaj... Lata 80. to w Polsce czas dość ponury, nie tylko brak wolności dawał się we znaki, lecz przede wszystkim wyzierające z każdego kąta PRL, ubóstwo. Na kogoś, kto miał rodzinę poza granicami kraju i rzecz jasna - zachodnią, patrzono z zazdrością. Wiadomo, były paczki, były pieniądze, były wyjazdy na saksy. A jeśli jeszcze takim osobom udało się znaleźć małżonka obcokrajowca, lub przynajmniej sponsora, tym lepiej - prestiż takiej osoby w oczach innych, żyjących dalej pod „ludowym” panowaniem, był tym większy. Dlatego też, zaproszenie do Wielkiej Brytanii, było w owym czasie - w mniemaniu przeciętnego Polaka - przepustką do raju. Dołącz do POLEMI na facebooku i BĄDŹ NA BIEŻĄCO! Sielanka u babci szybko się skończyła, Beata została wywieziona do Londynu do pracy w chińskiej garkuchni. Matka odebrała jej paszport i skontaktowała ją z pewnym zanym polonijnym artystą, który miał jej pomóc. Pomoc polegała na tym, że... czterokrotnie ją zgwałcił. Bez dokumentów, bez prawa pobytu, bo wiza straciła ważność, Beata stanęła przed ścianą. Nie mogła zgłosić gwałtu policji, bo obawiała się deportacji, z kolei godząc się na nią, godziła się na problemy w kraju. Uciec nie mogła, bo nie miała gdzie, aż wreszcie się zdecydowała. - Pomógł mi Anglik, który później został moim mężem. Jak twierdzi Beata, takie podsuwanie podstarzałym polonijnym „lowelasom” młodych kobiet z Polski przez rodziny, było w owych czasach, czymś zupełnie powszechnym. Wiele z nich skończyło na ulicy. Beacie taki los został oszczędzony. - Obecnie jeśli ktoś trafi tu nawet wbrew swojej woli, albo wskutek czyjegoś oszustwa, ma znacznie większe możliwości niż ja wtedy, może po prostu uciec i pójść na policję. Dziś Beata Korabiowska ma bardzo udane życie rodzinne - mąż, dzieci. Pisze i wydaje książki, maluje, ma też własną galerię na londyńskim Chiswick. Jest szczęśliwa. Jedyne, co czasem kładzie się cieniem, to owo zdarzenie sprzed kilkunastu lat... POLEMI.co.uk / Janusz Młynarski / www.thepolishobserver.co.uk Informacje zawarte w artykule należy traktować wyłącznie informacyjnie i poglądowo (nie jako porady).
Stan aktualny obowiązujący w dniu publikacji może się zmienić w przyszłości.
Żadna część jak i całość informacji, tekstów zawartych na stronach POLEMI.co.uk, nie może być powielana lub rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pozwolenia i pisemnej zgody Redakcji POLEMI.co.uk. Warto przeczytać...
Czytaj następną wiadomość:
|