| Wiadomości |
| Biznes i Praca |
| Finanse |
| Nieruchomości |
| Sport |
| Turystyka |
| Edukacja |
| Zdrowie |
| Motoryzacja |
| ----- |
| Konkursy |
| ----- |
| Pogoda w UK |
| Waluty - kursy NBP |
| Nie ma seksu, nie ma pracy... Polki w UK molestowane seksualnie w pracy |
| czwartek, 26 stycznia 2012 13:10 |
Pracują za pół darmo, są ofiarami mobbingu, 'bullyingu', czyli znęcania się, ale przede wszystkim są nagminnie molestowane seksualnie. Często od zgody na stosunek płciowy, zależy przyjęcie ich do pracy. Zgoda na ów czyn, bywa również ratunkiem przed zwolnieniem...
Zobacz także:
Dla Marzeny ubiegły rok był fatalny i ten nie zaczął się zbyt dobrze. W styczniu minionego roku, straciła pracę pokojówki w hotelu w londyńskiej dzielnicy Notting Hill, nie dlatego, że źle pracowała - po prostu dotychczasowy właściciel sprzedał hotel, rozwiązując tym samym z całym personelem umowę o pracę. Świetne referencje nie pomogły, Marzena zewsząd, gdzie się udała, odchodziła z kwitkiem - nie było dla niej jakichkolwiek wakatów. Koleżanka poradziła jej, by raczej porzuciła marzenia o legalnej pracy i poszukała zajęcia „na czarno”, o które najłatwiej w tureckich barach, czy restauracjach. Dwa tygodnie upłynęły na bezskutecznych staraniach, aż na początku trzeciego, właściciel jednego ze wspomnianych lokali oddzwonił i powiedział, że potrzebuje pomocy kuchennej. Szczęśliwa Marzena stawiła się godzinę przed umówionym czasem. Warunki zatrudnienia były następujące: 10 godzin dziennie, jeden dzień w tygodniu wolny, zarobki 140 funtów tygodniowo. Posiłki i napoje za darmo. Przez pierwsze dwa dni Marzena robiła generalne porządki, - Około północy właściciel pochwalił mnie za dobrą pracę i zaproponował mi seks na zapleczu. Był tak pewny, że nie odmówię, do tego stopnia, iż zaczął rozkładać materac. Odmówiłam oczywiście, zapytałam czy mogę już wyjść do domu i wyszłam. Następnego dnia, Marzena zobaczyła na witrynie restauracji ogłoszenie, że potrzebna jest pomoc kuchenna od zaraz. Chwilę później pojawił się właściciel i powiedział jej, żeby się wynosiła, skoro „nie umie pracować”. Zażądała pieniędzy, ale ten ją wyśmiał... Kolejna praca w „coffee-shopie”. Tu właściciel nie był tak „temperamentny” (może dlatego, że pracowały tam jeszcze trzy inne dziewczęta - Litwinka i dwie Polki), że odczekał sześć dni zanim wdusił Marzenę w kuchenny kąt. Oberwał za to w twarz, a oddał jej z nawiązką. Dziewczyna trzasnęła drzwiami. Przyszła na drugi dzień po pieniądze. Nie dał, bo jak stwierdził, nie przepracowała tygodnia, tylko sześć dni. Zmienił zdanie, kiedy postraszyła go policją. Iga miała podobne doświadczenia. Jej angielski nie był za dobry, więc imała się nisko płatnych zajęć po to, by sfinansować studia socjologiczne w Polsce. - Pracowałam na czarno, bo nie wiązałam swojej przyszłości z Anglią. Zarówno z moich doświadczeń, jak i z rozmów z dziewczynami pracujących przeważnie u Turków, Azerów, czy Ormian, wiem dobrze, że takie zachowania są na porządku dziennym. Wiele z nich godzi się na tego typu „układ”, by nie stracić pracy i tu muszę przyznać, że pracodawcy są, choć w tym przypadku to słowo nie przechodzi mi przez gardło - „lojalni”, zatrudniają je nadal, choć traktują dziewczyny jak śmieci, popychadła, zmuszają do pracy ponad wszelkie normy, drwią, strofują za byle co... Iga sama przeżyła podobne sytuacje, ale na „układ” nie poszła, udało się jej znaleźć pracę w hiszpańskiej restauracji. Tam nikt jej nie molestował. Dołącz do POLEMI na facebooku i BĄDŹ NA BIEŻĄCO! - Współczuje tym dziewczętom. Mają do wyboru, albo wrócić do swojego miasteczka czy wioski i stać się obiektem docinków, albo żyć z pomocy społecznej, lub wegetować za te 500, 600 funtów miesięcznie, co jednak jest możliwe jak się bardzo tego chce. Dlatego trzymają się tych „turasów” i jak mówią, z czasem nawet się też „przystosowują”. Są i też takie, co uważają, iż właśnie tak ma być. Wiedzą, że mogą donieść na swoich pracodawców na policję, ale boją się, że stracą jedyne źródło dochodów. Dla nich lepsza przecież wegetacja w Londynie, niż w „pipidówie” - kwituje Polka. Iga nieraz miała ochotę pójść, gdzie trzeba i powiedzieć otwarcie o tym, co dzieje się podczas pracy u „turasów”, ale powstrzymywało ją to, że wiele dziewcząt straciłoby przez nią pracę. - Niech same decydują, czy warto... POLEMI.co.uk / The Polish Observer Informacje zawarte w artykule należy traktować wyłącznie informacyjnie i poglądowo (nie jako porady).
Stan aktualny obowiązujący w dniu publikacji może się zmienić w przyszłości.
Żadna część jak i całość informacji, tekstów zawartych na stronach POLEMI.co.uk, nie może być powielana lub rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pozwolenia i pisemnej zgody Redakcji POLEMI.co.uk. Warto przeczytać...
|