| Wiadomości |
| Biznes i Praca |
| Finanse |
| Nieruchomości |
| Sport |
| Turystyka |
| Edukacja |
| Zdrowie |
| Motoryzacja |
| ----- |
| Konkursy |
| ----- |
| Pogoda w UK |
| Waluty - kursy NBP |
| Wyspy Brytyjskie domem dla polskich dłużników |
| sobota, 25 czerwca 2011 08:09 |
'Miałem długi, których nie mogłem spłacić, więc uciekłem najpierw do Hiszpanii, a później do Anglii. Takich jak ja, znam co najmniej dwudziestu. Wielu z nich, poszukiwanych jest listem gończym' - mówi Maciej, który od sześciu lat przebywa na Wyspach, na fałszywym litewskim paszporcie...
Zobacz także:
Maciej miał dobrze prosperującą hurtownię odzieży w jednym z dużych miast wojewódzkich, ale miał też wrogów i zawistników, którym się to nie podobało. Byli też i chętni na przejęcie budynku, w którym prowadził swój biznes. Wśród nich, znalazł się i bratanek szefa miejscowej skarbówki. Z tego to powodu, w hurtowni Macieja zaczęły pojawiać się kontrole. Jedna z nich trwała trzy miesiące, jej finał był taki, że znaleziono trzy fartuchy bez faktury, na ogólną wartość 36 złotych. Nie trzeba dodawać, że kiedy skarbówka przeprowadzała kontrole, kontrahenci - zarówno dostawcy, jak i odbiorcy - szerokim łukiem omijali jego hurtownię. Za brak faktur został ukarany kilkudziesięciotysięczną grzywną. Konta zablokowano, wstrzymano też zwrot VAT, a był on niebagatelny, bo wynosił 7 milionów złotych. Kredytów nie spłacał, tirów, które wziął w leasing, też nie, dostawcy również nie otrzymali swoich pieniędzy, a i jego dłużnicy nie kwapili się do spłat. Rodzinę zabezpieczył o tyle, że nic nie było na niego, tylko na matkę, więc przynajmniej żona i dzieci mają gdzie mieszkać. Ale mieszkanie kosztuje i dzieci też. Żonie udało się dostać pracę na pół etatu w szkole, do tego alimenty z funduszu, no i Maciek dosyła pieniądze, które częściowo idą na utrzymanie. O spłacaniu długów nawet nie myśli: - Urosły już do takich kwot, że nawet trzy życia nie wystarczyłyby na ich spłacenie. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, prowadziłem biznes uczciwie, a zostałem wykończony przez układ mafijno-państwowy. Zapewniam, że nikt nie zobaczy ode mnie ani grosza. Za 800 funtów kupił litewski paszport i teraz śpi spokojnie… Barbara ma teraz 53 lata, a 10 lat temu straciła pracę w urzędzie gminy. Zarabiała nieźle, a mąż, geodeta jeszcze lepiej. Niestety mąż miał zator i zmarł nagle. Zostały kredyty. Próbowała się układać z bankami i intensywnie szukała pracy, ale ani z jednego, ani z drugiego nic nie wyszło. Pojechała do brata do Irlandii. Sprzątała w hotelu i w prywatnych domach. Jak się tam pogorszyło, pojechała do Anglii. Teraz pracuje w cateringu i poszukują ją listem gończym. Spłacać długów nie zamierza, bo odsetki rosną jak zwariowane, więc też jej życia nie starczy. Na pomysł, żeby kupić sobie fałszywe dokumenty nie wpadła. Podobnie jak Maciek, też nie czuje się winna: - Skąd mogłam wiedzieć, że spotkają mnie takie nieszczęścia. Musiałam uciec, żeby nie wylądować w wariatkowie - mówi Barbara. Andrzej, ścigany za niespłacony kredyt w wysokości 150 tysięcy złotych miał pecha. Siedział pod Leeds na czeskim paszporcie. Awansował na brygadzistę w zieleni miejskiej, zarabiał dobrze i wiódł spokojne życie, ale pewnego dnia postanowił odwiedzić siostrę we Włoszech. Wylądował co prawda w Bergamo, ale z siostrą już się nie zobaczył, odesłano go do UK. Może by się nie wydało, ale ponieważ słabo znał angielski więc zapewniono mu czeskiego tłumacza. Niestety czeskiego Andrzej również nie znał, dlatego teraz jest w Polsce, gdzie odpowiada za wyłudzenie kredytu. Liczba dłużników ukrywających się za granicą jest absolutną niewiadomą, ale na pewno jest dość znaczna. Większość z ukrywających się stanowią osoby, które przestały spłacać swoje wierzytelności wskutek nieprzewidzianych sytuacji życiowych - najczęściej jest to utrata pracy, śmierć współmałżonka, pogorszenie się stanu zdrowia. Wśród ukrywających się za granicą nie brakuje również i zwykłych oszustów, którzy brali kredyty lub podejmowali inne finansowe zobowiązania od początku wiedząc, że nie będą ich spłacać. Dołącz do POLEMI na facebooku i BĄDŹ NA BIEŻĄCO! Polskie firmy windykacyjne coraz śmielej poczynają sobie na gruncie brytyjskim nawiązując współpracę ze swoimi tutejszymi odpowiednikami. Najprostsze, co można zrobić to zajrzeć do bazy NIN (National Insurance Number), w której zarejestrowane są wszystkie osoby pracujące legalnie w UK, lub pobierające świadczenia od państwa - taką możliwość mają brytyjscy windykatorzy. - Dlatego warto odżałować kilkaset funtów na fałszywy dowód czy paszport, wtedy sam diabeł niczego nie dojdzie - radzi Maciej. Za fałszywy polski dowód osobisty trzeba dać w Wielkiej Brytanii od 500-600 funtów, za paszport, czy to polski, słowacki, czeski, czy innych nowych krajów Unii Europejskiej - 800 funtów. Źródło: The Polish Observer Informacje zawarte w artykule należy traktować wyłącznie informacyjnie i poglądowo (nie jako porady).
Stan aktualny obowiązujący w dniu publikacji może się zmienić w przyszłości.
Żadna część jak i całość informacji, tekstów zawartych na stronach POLEMI.co.uk, nie może być powielana lub rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pozwolenia i pisemnej zgody Redakcji POLEMI.co.uk. Warto przeczytać...
|