| Wiadomości |
| Biznes i Praca |
| Finanse |
| Nieruchomości |
| Sport |
| Turystyka |
| Edukacja |
| Zdrowie |
| Motoryzacja |
| ----- |
| Konkursy |
| ----- |
| Pogoda w UK |
| Waluty - kursy NBP |
| Wyleczeni z Polski... - chcą znowu wracać do Wielkiej Brytanii |
| piątek, 01 lipca 2011 08:23 |
Rodacy wracający do kraju po dłuższym pobycie na emigracji mają poważne problemy nie tylko ze znalezieniem pracy, lecz również z adaptacją w środowisku, nowym środowisku, bo patrzą na wszystko nowymi oczami. Wielu z nich podejmuje decyzję o re-emigracji...
Zobacz także:
Dzieje się coś nietypowego. Od pewnego czasu tradycyjnie pro-imigracyjni labourzyści biją się w piersi, że popełnili błąd, prowadząc liberalną politykę imigracyjną, rządzący konserwatyści otwarcie ich za to krytykują, ale to właśnie za ich rządów po chwilowym spadku, liczba imigrantów w UK zaczęła rosnąć. I nie pomaga w tym nawet, wdrażanie restrykcyjnego programu, mającego na celu znaczne ograniczenie tego zjawiska, nawet o połowę. Od początku ubiegłego roku, do września, przyjechało do Wielkiej Brytanii prawie 600 tysięcy obcokrajowców, a w tym samym czasie wyemigrowało około 350 tysięcy, czyli Wyspom przybyło około 250 tysięcy nowych mieszkańców. To aż o 100 tysięcy więcej niż w roku poprzednim. Większość przybyszów osiedlających się na Wyspach, pochodzi z krajów, które znalazły się w Unii Europejskiej po 2004 roku i stamtąd głównie przybywa ich w dalszym ciągu. Wśród nich są także nasi rodacy. Po ujemnym bilansie, kiedy to liczba wracających do Polski była wyższa, niż przyjeżdżających na Wyspy, nadeszła tendencja odwrotna - w ubiegłym roku przyjechały do UK 43 tysiące obywateli Kraju nad Wisłą, a wyjechało niespełna 20 tysięcy. Warto zauważyć przy tym, że takie liczenie jest dość zawodne, bo jak sprawdzić, czy ktoś wyjechał na krótko, na dłużej czy na stałe? Nic dziwnego, że minister stanu w brytyjskim MSW, Damian Green pokrzykuje, że rząd zamierza wprowadzić radykalne zmiany, bo napływ imigrantów jest obecnie poza kontrolą. W tym miejscu musimy, cofnąć się do roku 2008, kiedy to „Polska rosła w siłę” i premier Donald Tusk zapowiadał „II Irlandię”. Wówczas, wielu polskich imigrantów podjęło decyzję o powrocie do kraju ojczystego. Wszyscy pamiętamy, jak w wielu brytyjskich mediach pojawiły się artykuły, w których wyrażano obawy, że odpływ Polaków wręcz pogrąży brytyjską gospodarkę. W gazetach przytoczona wypowiedzi zafrasowanych farmerów, właścicieli firm budowlanych, sieci hotelowych, handlowych i gastronomicznych. Na szczęście dla nich i dla Polski, która rzeczywiście stała się „II Irlandią” (tyle, że już w niezbyt dobrym tego słowa znaczeniu), do exodusu w powrotną stronę nie doszło. Niemniej jednak, kilkadziesiąt tysięcy Polaków opuściło Wielką Brytanię i nie zamierzało wracać. Wśród nich znaleźli się Monika i Paweł Skoczylasowie, którzy przyjechali na Wyspy w 2004, a wyjechali w 2008 roku. Od niedawna znów mieszkają w Londynie. - Wyglądało to wszystko bardzo dobrze, zarobki co prawda znacznie niższe niż w Anglii, ale jak na Polskę całkiem przyzwoite. Poza tym tęskniliśmy za ojczyzną, za bliskimi i powtarzaliśmy sobie za każdym razem, że kiedy tylko nadarzy się okazja, to wrócimy - mówi Paweł z zawodu programista komputerowy. Wrócili, ale okazało się, że proponowane Pawłowi stanowisko, na miejscu w Polsce, znacznie różniło się od tego, które otrzymał będąc jeszcze w UK. Z pracą dla żony było podobnie - zamiast całego etatu, tylko pół. Później przyszedł ogólnoświatowy kryzys, z którego podobno Polska wyszła obronną ręką. Kraj może i tak, ale nie Skoczylasowie. Paweł stracił pracę - padł ofiarą redukcji, znalazł, nawet dość szybko nową, ale z płacą o dwa tysiące niższą, bo nie miał certyfikatów z wyższej uczelni. - Miałem jedynie papiery z brytyjskiej firmy potwierdzające moje kwalifikacje. Wyższej uczelni nie kończyłem. W Anglii poszedłem pracować prosto z ulicy. Zapytano mnie, co potrafię, sprawdzili mnie i zatrudnili, a później awansowali, o uczelnię nikt mnie nie pytał. Dołącz do POLEMI na facebooku i BĄDŹ NA BIEŻĄCO! Wytrzymali do wiosny 2010 roku. Paweł na wszelki wypadek miał cały czas kontakt ze starą firmą w UK. Kiedy zadzwonił do nich, że zamierza wracać, dowiedział się, że w każdej chwili może to zrobić i otrzymać pracę na tych samych warunkach, co wcześniej. - Nie zastanawiałem się ani chwili. Wyleczyłem się z Polski, z tego odwiecznego bałaganu i w życiu, i w polityce, krzywych chodników, lekceważenia ludzi i biedy, arogancji urzędników i biurokracji, i tego przerażającego smutku wyzierającego zewsząd - podsumował Paweł. Jednak nie wszyscy powracający mają tyle szczęścia, bo o dobrą pracę po powrocie jest znacznie trudniej niż wtedy, kiedy przyjeżdżało się na Wyspy po raz pierwszy, po 2004 roku. Marcin Durlej, który właśnie „wyre-emigrował” z Polski, jest zadowolony. Na razie pracuje na myjni za 180-200 funtów tygodniowo, ale wierzy, że niebawem znów wróci na budowę i zarobi dwa tysiące funtów na miesiąc. Do Polski wracać nie zamierza, też się wyleczył. Jak wielu innych... Źródło: The Polish Observer Informacje zawarte w artykule należy traktować wyłącznie informacyjnie i poglądowo (nie jako porady).
Stan aktualny obowiązujący w dniu publikacji może się zmienić w przyszłości.
Żadna część jak i całość informacji, tekstów zawartych na stronach POLEMI.co.uk, nie może być powielana lub rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pozwolenia i pisemnej zgody Redakcji POLEMI.co.uk. Warto przeczytać...
|