| Wiadomości |
| Biznes i Praca |
| Finanse |
| Nieruchomości |
| Sport |
| Turystyka |
| Edukacja |
| Zdrowie |
| Motoryzacja |
| ----- |
| Konkursy |
| ----- |
| Pogoda w UK |
| Waluty - kursy NBP |
| Świat polskiej prostytucji w Wielkiej Brytanii |
| niedziela, 28 sierpnia 2011 09:56 |
'Po co mam tyrać za osiemset funtów przy mrożonkach albo w hinduskim hotelu po 14 godzin dziennie, jeśli za to, że pomęczę się trochę mniej to zarobię tyle w ciągu jednego lub dwóch dni. Proste chyba?'
Zobacz także:
Do początku lat 90. poprzedniego stulecia "najstarszy zawód świata" znajdował się na Wyspach jeszcze pod względną kontrolą. Wszystko za sprawą premier Margaret Thatcher, która na czele konserwatywnego rządu wydała bezwzględną walkę seksualnemu rozpasaniu. Nie miała łatwego zadania, bo swoboda obyczajowa, która w latach 60. dotarła na Wyspy z Europy Zachodniej, ruch "dzieci kwiatów" itp. zakorzeniły się bardzo mocno, czyniąc z surowego obyczajowo Albionu jedno z najbardziej liberalnych w tej sferze państw świata. Londyńska dzielnica uciech - Soho szła o lepsze z hamburską Sankt Pauli, amsterdamską "czerwoną dzielnicą" i paryskim Pigalle. Pierwszy cios "Żelaznej Damy" spadł właśnie na Soho. Kluby, klubiki, kina porno, domy i domki publiczne, to wszystko znikało z dnia na dzień. Kto się nie podporządkował, płacił lub szedł do więzienia. Zniknęły prostytutki, stręczyciele, handlarze narkotyków. Soho stało się grzeczną dzielnicą. Równie ostro rozprawiono się z pornografią - „świerszczyki” powędrowały w kioskach na najwyższe półki oraz do licencjonowanych seks-shopów. Wielka Brytania stała się „grzeczniejsza”. Jednak wiatr zmian, który zerwał się wraz z rozebraniem muru berlińskiego, z każdym rokiem przywiewał coraz więcej emigrantów. Wśród nich nie mogło zabraknąć i „cór Koryntu”. Trzeba przyznać, nie tylko skutecznie zapełniły one wyrwę po działaniach Margaret Thachter, lecz doprowadziły do swego rodzaju „nadpodaży”. Jak informuje „The Observer”, trzy czwarte kobiet zatrudnionych w brytyjskich domach publicznych pochodzi z krajów Europy Wschodniej: Rumunii, Bułgarii, Polski oraz Afryki i Azji. Obecnie na Wyspach, w „najstarszym zawodzie świata” pracuje ponad 100 tysięcy imigrantek, jeszcze sześć lat temu było ich niespełna 40 tysięcy. Przez swoich opiekunów zmuszane są do obsługiwania nawet i 30 klientów dziennie. W wielu przypadkach wykorzystywana jest „przymusowa sytuacja”, w jakiej znalazło się wiele kobiet, kiedy po przyjeździe na Wyspy nie mogły dostać pracy, albo właśnie ją straciły. Powrót do kraju nie wchodził w rachubę, bo nie po to stamtąd wyjechały. Z tą „przymusową sytuacją”, czy przymuszaniem, to oczywiście tylko część prawdy, bo zdecydowana większość importowanych „cór Koryntu” pracuje z własnej i nieprzymuszonej woli, także i sporo Polek. - Po co mam tyrać za osiemset funtów przy mrożonkach albo w hinduskim hotelu po 14 godzin dziennie, jeśli za to, że pomęczę się trochę mniej to zarobię tyle w ciągu jednego lub dwóch dni. Proste chyba? - mówi Andżelika, która od kilku miesięcy pracuje jako prostytutka. Adrian przez cztery lata prowadził dwie agencje towarzyskie na Finsbury Park, choć woli określenie „burdel”, bo jak mówi: „tu nie chodzi o towarzystwo, tylko o pie...enie”. Jak zwał, tak zwał, w każdym razie - jak zapewnia wspomniany Adrian - założenie takiego biznesu nie nastręcza większych trudności. Najmniejszy problem jest z rekrutacją. - Puszczam ogłoszenie w internecie, że potrzebne są młode, zgrabne dziewczyny, które lubią tańczyć, że wysokie zarobki od 400 do 600 funtów dziennie, podaję numer telefonu i mam tyle zgłoszeń, że nie mogę się opędzić. Kolega, który przejął po mnie biznes mówi, że od dwóch lat dziewczyn chętnych do takiej pracy jest jeszcze więcej, bo wiadomo - kryzys. U mnie dziewczyna brała za „numer” 50-75 funtów. Polak płacił 50, a „ciapaty”, albo czarny, czy skośnooki - 75. Dziewczyny były pracowite, każda z nich potrafiła obsłużyć 14 a nawet 15 klientów dziennie. Połowę zarobku odpalały mnie, a ja im gwarantowałem bezpieczeństwo, mieszkanie, środki czystości, opiekę medyczną. Dlaczego zrezygnował? - Miałem problemy z policją. W dzielnicy pojawiła się albańska konkurencja, która najpierw próbowała mnie zastraszyć. Zostałem pobity, podpalono mi drzwi mieszkania, a kiedy się postawiłem, to próbowali mnie wrobić w narkotyki. Miałem naloty bez przerwy ze strony policji i dałem sobie spokój - wyjaśnia Adrian. - Też uważam, że takie usługi należy zalegalizować. Państwo miałoby kontrolę i zyski, i spokój z mafiami - dodaje. Dołącz do POLEMI na facebooku i BĄDŹ NA BIEŻĄCO! Prostytucja i handel kobietami są trzecią co do wielkości branżą na „czarnym rynku”, jeśli chodzi o dochody. Bardziej profitowi jest już tylko handel narkotykami i bronią. Wśród policjantów jest wielu zwolenników utworzenia „prostytucyjnych enklaw”. W tych strefach kupczenie ciałem byłoby dozwolone. Takie skanalizowanie prostytucji w specjalnych obszarach w dużym stopniu ułatwiłoby kontrolę i branży, i towarzyszącej jej przestępczości. Niewiele brakowało, by marzenia policjantów się ziściły, albowiem rząd Tony’ego Blaira całkiem poważnie rozważał stworzenie owych specjalnych stref. W ten sposób chciał rozwiązać swoje problemy z prostytucją Liverpool. Ponad 80 procent mieszkańców tego miasta opowiedziało się „za”. Projekty trafiły jednak ad acta, ponieważ Home Office jest przeciwne tego rodzaju pomysłom. Zdaniem ekspertów z ministerstwa, w „strefach specjalnych” może dojść do intensyfikacji handlu narkotykami i wzrostu drobnej przestępczości. Źródło: The Polish Observer Warto przeczytać...
Czytaj następną wiadomość:
|